Tak ja nazwałam, bo Wielkanoc blisko a kolory w narzucie odświętne, czekoladowo - waniliowe, czyli prawie nazurkowe. Szyło się źle, choć starałam sie bardzo. Ten wzór jest pracochłonny, materiałochłonny i niewdzięczny w pracy. A efekt? Podoba mi się, jest oryginalny, choc w sumie prosty. Teraz, kiedy narzuta jest gotowa, uprana i czeka na prasowanie i zapakowanie podoba mi sie jeszcze bardziej. Wszystkie tkaniny, których użyłam pochodzą z czeskiej galerii "Bellus". To dobre, piękne materiały choć nieco grubsze niz klasyczne tkaniny patchworkowe. W tym akurat wzorze błędem było ich stosowanie, bowiem szyłam od razu dwie strony i w sumie bloki wychodziły grube i dość sztywne a trzeba je było połączyć, czyli jeden szew wymagał złozenia ośmiu warstw tkaniny i ociepliny. Trudne zadanie dla maszyny. Jakoś radę dała.
I kilka liczb dla zobrazowania skomplikowanego układu tkanin: 72 trójkąty o boku 32 cm, 576 kawałków pasków o szerokości 5 cm różnej długości i 30 pasków kremowej tkaniny łaczącej bloki. W sumie narzuta składa sie z 782 kawałków materiału, łączna długość wszystkich pasków to 165 m, nie licząc obramowania. Sporo :)


