Nad morze się nie wybieram tegi lata ale uszyta przeze mnie narzuta owszem. Zamieszka w pensjonacie, który prowadzi moja dobra znajoma.
niedziela, 19 czerwca 2011
środa, 15 czerwca 2011
Po spotkaniu
Od dwóch dni zbieram sie do napisania sprawozdania ze spotkania, które odbyło sie w naszym domu. Nie wiem, co napisać. Nie szyłyśmy natomiast gadałyśmy o szyciu nieustannie. Oglądałyśmy swoje prace. Wymieniałyśmy sie szmatami i doświadczeniami. Nie mogę pokazać zdjęć, nie uzgodniłam tego z dziewczynami.Uwazam, że nie powinnam publikować wizerunku osób, które gościliśmy. Zamieszczone zdjęcie oddaje sielską atmosferę, która akurat tego dnia panowała w ogrodzie. Jestem nieskromna i zarozumiała więc zacytuję wpis z forum, umieszczony tam przez jedną z uczestniczek spotkania. Jest bardzo pochlebny, wierzę jednak, ze nie odosobniony.
....I ja tam byłam ...Chciałoby się wypowiedzieć w jednym zgrabnym zdaniu, ale niestety sie nie da. W pierwszych słowach wielkie podziekowania należą sie Marynie i jej mężowi za niepowtarzalną, serdeczną atmosfere i niezwylkle ciepłe przyjęcie.Wszystkiego było pod dostatkiem a najwiecej serca,tak że chciałoby się tam zostać na zawsze.Cudowna dziewczęca Maryna w swoim pieknym królestwie,serdeczny Dobry Człowiek, fantastyczny zwierzyniec pozostana w moich wspomnieniach na zawsze.Dziekuje Ci Marynko, że mogłam spędzić z Wami ten piekny dzień!!!
Bardzo, bardzo sie cieszę , że poznałam Was wszystkie cudowne dziewczyny.Nie bedę wymieniać po kolei, ale wszystkie was przytulam i serdecznie pozdrawiam. Jesteście FANTASTYCZNE i cieszę się, że mogłam pozostać w Waszym gronie
Takie dni pozostają w pamięci absolutnie do końca.
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Rododendrony
W sąsiedniej gminie jest rezerwat. Nie wiedziałam o tym, rododenrony i azalie to nie sa moje ulubione rośliny. Mieszkam tutaj, wszystkie sprawy dotyczące mojego regionu w jakims stopniu i mnie dotyczą, zapałałam więc ogromna chęcią zobaczenia na własne oczy, jak ten pomnik przyrody wygląda. Pojechaliśmy. Trafiliśmy na Święto Różanecznika i we wsi obchodzono je nadzwyczaj radośnie, można rzec - hucznie. Oczywiście głównym elementem święta były wielkie piwne namioty. To ostatnio chyba norma? Gdzie obchody (jakiekolwiek) tam piwny namiot. Koło Gospodyń Wiejskich prezentowało swoje wyroby, czyli ciastka i ciasteczka, serniki, szarlotki i jakies inne słodkości, kawę i herbatę z termosów. Kaszanka, krupnioki ,żemloki tez były. Stragany z chińszczyzną (niejadalną) acz wyjątkowo odpustową były, choc w ilości mniejszej niz się spodziewałam. Ogólnie swojsko, świątecznie, głośno i bardzo wsiowo, czyli tak, jak być powinno. A, zapomniałam - działalność rozrywkową równiez prowadzono. Śpiewały młode dziewczyny, które jedynie wyglądały nieźle, jak wszystkie młode dziewczyny. Chyba byłoby lepiej, gdyby nie śpiewały, ale widać bardzo chciały. Pan udający konferansjera starał się jak mógł - niestety mógł niewiele.
A różaneczniki? Były, 5 km za wsią.Można było dojść piechotą przez las albo pojechać prywatnym busem za 3 złote od głowy (ot, Polak potrafi zarobić) . Jeździły równiez bryczki zaprzęzone w kucyki. Za stówę. Moim zdaniem przesada. Pojechalismy busem.
I tu mi sie nasuwa taka uwaga - przeciez te rododenrony rosną tam od przeszło stu lat. Na pomysł obchodzenia ich święta władze gminy wpadły niedawno, czyli właściwi ludzie na właściwym miejcu. Wiedzą, jak wykorzystać posiadane zasoby. Luda tam było parę tysięcy. Pieniądz do kasy gminnej płynie ...
I bardziej osobiście: W najblizszą sobotę przyjeżdzają do naszego domu moje znajome patchworkarki. No, moze nie wszystkie szyją akurat dokładnie patchworki, ale większość tak. Znamy się z internetoweg forum. U nas tez ładnie , pogadamy w ogrodzie. Ciekawe, o czym ...
sobota, 21 maja 2011
Makata
środa, 11 maja 2011
Na podwórku poznańskiego osiedla, gdzie mieszka moja córka pojawił się kot. Chudy, pokryty ranami, zmaltretowany. Moja córka ma swoje koty, nie mogła wziąć Przecinka (takie imię nadała mu z racji jego postury) do siebie. Kotem zajęła się fundacja Agapeanimali. Dziś kot został zawieziony do lecznicy, trwa intensywne leczenie. Chwilowo, do czasu dojścia do zdrowia będzie przebywał w poznańskim domu tymczasowym. Mam wielką nadzieję, ze wyzdrowieje, Niestety, leczenie prawdopodobnie nie będzie tanie. Fundacja ma ograniczone fundusze i między innymi dlatego postanowiłam przekazać na aukcję na rzecz leczenia Przecinka ostatnio uszytą przeze mnie narzutę. Szyłam ją wspólnie z innymi patchworkarkami w blogowej zabawie ogłoszonej na blogu Kornelii . Jeżeli komuś z czytających tego bloga narzuta sie spodoba i zechce ja mieć - proszę o deklarację wpłaty na rzecz fundacji Agapeanimali (konto BZWBK S.A. 27 ODDZIAŁ W POZNANIU 12 1090 1346 0000 0001 1411 1952) z dopiskiem w tytule przelewu "na leczenie Przecinka" i proszę mnie o tym zawiadomić. Wybiorę najwyzszą deklarację i wyślę darczyńcy narzutę po wpłacie pieniędzy.Na forum Miau umieszczono prośbę o pomoc finansową na leczenie tego kota, ale na Miau takich próśb, akucji bazarkowych i innych działań jest wiele,tam tysiące kocich bied potrzebuje wsparcia. Leży mi bardzo na sercu los tego kota - to moja córka go znalazła, ona zawiadomiła fundację a ja miałam nadzieję, ze po podleczeniu kot przyjedzie do mnie. Fundacja ma inne plany co do jego dalszych losów ale to nie ma żadnego znaczenia - teraz najwazniejsze jest zebranie funduszy na leczenie. Proszę Was, wiem, ze potraficie pomagać. Pokazuję zdjęcie Przecinka zaraz po znalezieniu, nie jest to piękny widok.
A moze uda się zebrać jakieś drobne wpłaty na Fundację? Małe kwoty w sumie nie są małe...
wtorek, 3 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
Aplikacyjnie
W zeszłym tygodniu uszyłam dwie poduszki. Niby niewiele, ale trochę czasu to jednak zajęło. Nie jest większym problemem uszycie, kiedy wiadomo dla kogo, co i z czego. Początkowo wiedziałam jedynie co i dla kogo. Ale jak to zrobić? Najpierw narysować obrazek na fizelinie, potem go wyszyć, czyli zrobić aplikacje. Niby proste a okazało się dość skomplikowane. Jak wyszło - widać na zdjęciach.
To jest Jaśminka, Boston Terier. Moim zadaniem było namalować szmatkami jej portret. Spróbowałam ....
I tak mi wyszła Jaśminka na jaśminowym tle.
Na pierwszym zdjęciu pokazuję motyla wyszytego na poduszce, która pojedzie w świat jako prezent od Joli. Miałam nieco kłopotu, bo wymagania były wyraznie określone, między innymi dedykacja dla osoby obdarowanej na odwrocie poduszki.
I znowu jest nowy tydzień i nowe zadania. Poza normalnymi domowymi pracami czyli gotowaniem, sprzątaniem, praniem i innymi takimi nie bardzo lubianymi przeze mnie zajęciami doszedł ogród. Lubię pracować na świezym powietrzu tylko z czasem krucho. Ale to przeciez nie tylko u mnie. Wszystkie skarżymy sie na jego brak i wszystko robimy w międzyczasie, bo samego czasu nie mamy.


