Makata? Kilim? Jak zwał tak zwał. Uszyłam i ma wisieć na ścianie. Na razie wisi na jałowcu ale musze zdjąć, bo burza będzie. Ładnie jałowcowi w ubraniu.
sobota, 21 maja 2011
Makata
Makata? Kilim? Jak zwał tak zwał. Uszyłam i ma wisieć na ścianie. Na razie wisi na jałowcu ale musze zdjąć, bo burza będzie. Ładnie jałowcowi w ubraniu.
środa, 11 maja 2011
Na podwórku poznańskiego osiedla, gdzie mieszka moja córka pojawił się kot. Chudy, pokryty ranami, zmaltretowany. Moja córka ma swoje koty, nie mogła wziąć Przecinka (takie imię nadała mu z racji jego postury) do siebie. Kotem zajęła się fundacja Agapeanimali. Dziś kot został zawieziony do lecznicy, trwa intensywne leczenie. Chwilowo, do czasu dojścia do zdrowia będzie przebywał w poznańskim domu tymczasowym. Mam wielką nadzieję, ze wyzdrowieje, Niestety, leczenie prawdopodobnie nie będzie tanie. Fundacja ma ograniczone fundusze i między innymi dlatego postanowiłam przekazać na aukcję na rzecz leczenia Przecinka ostatnio uszytą przeze mnie narzutę. Szyłam ją wspólnie z innymi patchworkarkami w blogowej zabawie ogłoszonej na blogu Kornelii . Jeżeli komuś z czytających tego bloga narzuta sie spodoba i zechce ja mieć - proszę o deklarację wpłaty na rzecz fundacji Agapeanimali (konto BZWBK S.A. 27 ODDZIAŁ W POZNANIU 12 1090 1346 0000 0001 1411 1952) z dopiskiem w tytule przelewu "na leczenie Przecinka" i proszę mnie o tym zawiadomić. Wybiorę najwyzszą deklarację i wyślę darczyńcy narzutę po wpłacie pieniędzy.Na forum Miau umieszczono prośbę o pomoc finansową na leczenie tego kota, ale na Miau takich próśb, akucji bazarkowych i innych działań jest wiele,tam tysiące kocich bied potrzebuje wsparcia. Leży mi bardzo na sercu los tego kota - to moja córka go znalazła, ona zawiadomiła fundację a ja miałam nadzieję, ze po podleczeniu kot przyjedzie do mnie. Fundacja ma inne plany co do jego dalszych losów ale to nie ma żadnego znaczenia - teraz najwazniejsze jest zebranie funduszy na leczenie. Proszę Was, wiem, ze potraficie pomagać. Pokazuję zdjęcie Przecinka zaraz po znalezieniu, nie jest to piękny widok.
A moze uda się zebrać jakieś drobne wpłaty na Fundację? Małe kwoty w sumie nie są małe...
wtorek, 3 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
Aplikacyjnie
W zeszłym tygodniu uszyłam dwie poduszki. Niby niewiele, ale trochę czasu to jednak zajęło. Nie jest większym problemem uszycie, kiedy wiadomo dla kogo, co i z czego. Początkowo wiedziałam jedynie co i dla kogo. Ale jak to zrobić? Najpierw narysować obrazek na fizelinie, potem go wyszyć, czyli zrobić aplikacje. Niby proste a okazało się dość skomplikowane. Jak wyszło - widać na zdjęciach.
To jest Jaśminka, Boston Terier. Moim zadaniem było namalować szmatkami jej portret. Spróbowałam ....
I tak mi wyszła Jaśminka na jaśminowym tle.
Na pierwszym zdjęciu pokazuję motyla wyszytego na poduszce, która pojedzie w świat jako prezent od Joli. Miałam nieco kłopotu, bo wymagania były wyraznie określone, między innymi dedykacja dla osoby obdarowanej na odwrocie poduszki.
I znowu jest nowy tydzień i nowe zadania. Poza normalnymi domowymi pracami czyli gotowaniem, sprzątaniem, praniem i innymi takimi nie bardzo lubianymi przeze mnie zajęciami doszedł ogród. Lubię pracować na świezym powietrzu tylko z czasem krucho. Ale to przeciez nie tylko u mnie. Wszystkie skarżymy sie na jego brak i wszystko robimy w międzyczasie, bo samego czasu nie mamy.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Round Robin
... czyli po naszemu karuzela. Dopadła i mnie, uczestniczę w zabawie. Siedem kobiet szyje po kolei poszczególne elementy ostatecznej wersji wytworu. Nie wiem, czy to będzie kilimek, obrazek, serweta, poduszka - zobaczymy. Swój środkowy blok uszyłam, wyślę go teraz do następnej osoby, która doszyje dalsze elementy według własnego pomysłu. Mają to być trójkąty. Do mnie przyjedzie od Małgosi środkowy blok, do którego ja doszyję trójkąty i wyślę dalej. Teoretycznie za 7 miesięcy powinnam dostać gotowe dzieło którego centrum będzie stanowiła pokazana na zdjęciu gwiazdka.
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Wielkanocna narzuta
Tak ja nazwałam, bo Wielkanoc blisko a kolory w narzucie odświętne, czekoladowo - waniliowe, czyli prawie nazurkowe. Szyło się źle, choć starałam sie bardzo. Ten wzór jest pracochłonny, materiałochłonny i niewdzięczny w pracy. A efekt? Podoba mi się, jest oryginalny, choc w sumie prosty. Teraz, kiedy narzuta jest gotowa, uprana i czeka na prasowanie i zapakowanie podoba mi sie jeszcze bardziej. Wszystkie tkaniny, których użyłam pochodzą z czeskiej galerii "Bellus". To dobre, piękne materiały choć nieco grubsze niz klasyczne tkaniny patchworkowe. W tym akurat wzorze błędem było ich stosowanie, bowiem szyłam od razu dwie strony i w sumie bloki wychodziły grube i dość sztywne a trzeba je było połączyć, czyli jeden szew wymagał złozenia ośmiu warstw tkaniny i ociepliny. Trudne zadanie dla maszyny. Jakoś radę dała.
I kilka liczb dla zobrazowania skomplikowanego układu tkanin: 72 trójkąty o boku 32 cm, 576 kawałków pasków o szerokości 5 cm różnej długości i 30 pasków kremowej tkaniny łaczącej bloki. W sumie narzuta składa sie z 782 kawałków materiału, łączna długość wszystkich pasków to 165 m, nie licząc obramowania. Sporo :)


