piątek, 20 sierpnia 2010

Koniec tygodnia

Piątek wieczór. Co zaplanowane - skończone. Narzuta wprawdzie miała być łatwa i prosta ale mało było w niej prawdziwych zszywanek więc dorobiłam drugą stronę, uczciwie patchworkową.
Zdjęcie jest dziwne, nie dość że w ogrodzie to jeszcze z rękami. Temi ręcami, osobistemi. Gest mi sie spodobał kiedy wybierałam zdjęcie, które pokażę na blogu.
Jest .... opiekuńczy?



I jeszcze coś - poduszka, która miała sie kojarzyc z Ameryką Południową. Ja takie skojarzenia mam, czy będzie je miała osoba obdarowana? Zobaczymy.

wtorek, 17 sierpnia 2010

Lato


Kwintesencja lata w moim domu - pelargonie, winobluszcz na ścianie domu, zadowolony pies i zadowolony człowiek.

Ale czasem i latem jest smutno. Narzuta aktualnie szyta ma być radosna. Przeznaczona jest dla młodych ludzi którzy właśnie wchodzą na drogę która odtąd będzie ich wspólną drogą.
To dopiero wierzch pracy. Narzuta będzie pozytywna, prawda?



I na zakończenie letniego tematu nie moge sie powstrzymac przed pokazaniem mojego ukochanego zdjęcia, któremu dałam tytuł "Oczami kota". Mam nieustającą nadzieję, że Struś widzi ogród tak samo jak ja.

piątek, 13 sierpnia 2010

Ooooo, pieski ...

Przyjaciółka mojej kuzynki ma dwa yorki. Kuzynka idzie w odwiedziny do przyjaciółki i chce zabrać ze soba prezent. Przyjaciółka ma wszystko, przynajamniej tak twierdzi moja kuzynka, która w związku z zasobnością przyjaciółki ma problem z prezentem.
To znaczy miała problem do wczoraj.
Pieski jej uszyłam ...



poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Po przerwie

Piszę dalej ...
Minęło dużo czasu i normalne życie upomina sie o swoje. No i dostaje.
Sprzątałam, przyjmowałam odwiedziny, troche pojeździłam po okolicy. Stąd zdjęcie z Częstochowy w deszczu.



Szyłam także, ale głównie obiecane wcześniej przyjaciołom drobiazgi. To są kocie parapetniki dla właścicielki dwóch kotek.






Skończyłam narzutę dla Lucyny i Jurka. Dobrze sie szyło, tkaniany piękne i doskonałe gatunkowo, kupione dla mnie przez wspaniałą patchworkarkę z Pszczyny. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
A tak wygląda

środa, 7 lipca 2010

czwartek, 24 czerwca 2010

Wychyłek



Wychyłek


O, ten rudy to Wychyłek. Mam go od wczoraj, ale chyba nie pomieszka długo. Pojedzie do Olsztyna.
W Olsztynie mam przemiłą znajomą. Przemiła znajoma ma przemiłe znajome. I tak dalej ....
Znacznie mi sie humor polepszył. Wychyłek cuda potrafi czynić, choc to tylko szmaciany, zszywankowy kot na dziecinnej kołderce.

Szczęśliwej drogi, Wychyłku!
Zabieram sie za szycie następnej kołderki. Z klonem Wychyłka, a jakże.

wtorek, 15 czerwca 2010

Irysy i Alinka


To są irysy Alinki. Granatowe zakwitły w tym roku po raz pierwszy a mam je juz kilka lat.
Alinka.... Jedna z najmilszych kobiet poznanych przez internet. Dawno, zaraz po moim przyjściu na duże forum Alinka okazała mi dużo serca. Dobra, pracowita, przemiła kobieta z Suwałk. Przysłała mi mnóstwo pieknie zapakowanych sadzonek kwiatów. Mam je do dziś i kazdej wiosny z lękiem czekam, czy wszystkie zakwitną. Alinka juz na forum nie pisze. Nie piszą również inni ludzie, z którymi łączyła mnie ogromna sympatia a z wieloma chyba się. zaprzyjaźniłam. Wielu z nich poznałam osobiście.
Forum to taki dziwne miejsce, gdzie spotykaja się różni ludzie i łączy ich jakaś pasja, hobby, zainteresowania. Bardzo przeżywałam przez długi okres wszystko, co sie na naszym forum działo. A działo sie wiele. Może dlatego, że było nas dużo. Ale forum sie zmienilo. Część odeszła, przyszli nowi. Tęsknię za tamtym forum bardzo.
No cóż, wszystko sie zmienia i to se ne wrati, pane Havranek. A może i dobrze.

Dzieci wróciły z zagranicznych wojaży. Dowiedziałam sie o ich powrocie w dość dziwny sposób. Mianowicie bardzo późnym wieczorem w sobotę zadzwonił telefon. Nikt sie nie odzywał ale słyszałam w słuchawce odgłosy jakby wybieranej wody, takie miarowe szuranie-chlupotanie. Przez te szumy dochodziły mnie odgłosy rozmowy. To był telefon stacjonarny, więc nie widziałam numeru "rozmówcy". Oczywiście wrzeszczałam halo, haloo, haloooooo... I nic. Chlupotało dalej. W nerwach strasznych odłozyłam słuchawkę i zadzwoniłam z komórki najpierw do jednego, potem do drugiego dziecka bo naturalnie w okresie powodzi w kraju wyobraziłam sobie samochód leżący w jakimś rozlewisku albo co gorszego. Tylko ta rozmowa w tle nie bardzo mi do wypadku pasowała.
Okazalo się, że dzieci wnosiły do domu bagaże a telefon znajdował sie w tylnej kieszeni spodni młodziaka i przypadkiem sie włączył.
Nie pogadałam za długo. Fajnie było, usłyszałam. I tyle wiem. Dobre i to.